wtorek, 28 kwietnia 2015

Odlot nr 22

          Zdziwiło go pukanie do drzwi. Właśnie szykował się na wyjście do Zbyszka, żeby przebiedować u niego do rana. Nie zamierzał zostawać w mieszkaniu, gdy jego siostra wróci do mieszkania z kochasiem. Spojrzał przez wizjer, ale nikogo nie dostrzegł. Po uchyleniu drzwi ujrzał znajomą małą postać.
- Marcin? - zdziwiła go obecność syna sąsiadki. - Coś się stało?
- Wujku, musisz nam pomóc. Mama źle się czuje.
          Michał, nie pytając o szczegóły, ściągnął kurtkę z wieszaka, chwycił Marcina za rękę i zbiegł piętro niżej. W mieszkaniu panowała względna cisza. Po chwili dopadł go drugi z bliźniaków.
- Ma całe gorące czoło i nie odpowiada, gdy do niej mówimy - Krzysiek wyglądał na przerażonego.
- Spokojnie chłopcy, wujek jest z wami, wszystko będzie dobrze. - Podbiegł do łóżka, na którym leżała szatynka.
- Nic jej nie będzie, prawda? Nie umrze? - usłyszał płaczliwy głos.
- Jasne, że nie, głuptasie. Zaraz zawieziemy mamę do szpitala, tam zbada ją lekarz, dobrze?
- Możemy jechać z tobą? Boimy się zostać sami - poprosili.
Siatkarz spojrzał na dwie wystraszone twarze i aż serce mu się ścisnęło. Szpital to nie było najodpowiedniejsze miejsce dla małych dzieci, ale nie miał kogo prosić o pomoc. Nie tracąc ani chwili, Michał najpierw zapakował chłopców do fotelików, potem czym prędzej pognał po ich mamę.
- Wszystko będzie dobrze, Martusiu - czule ucałował czubek jej głowy.

Ubrał ją w koszulkę, dresy i owinął kocem. Rozłożył przednie siedzenie do pozycji leżącej, by było jej wygodniej. Liczył na uprzejmy personel w szpitalu. Nie miał siły się kłócić z ludźmi o należytą opiekę dla dziewczyny. Wolał nie podawać jej żadnych leków samodzielnie.

^^^

Roześmiana para wysiadła z samochodu pod blokiem i skierowała się w stronę klatki. Ramię mężczyzny ujmowało rękę brunetki. Chłopak zacisnął dłonie na parapecie obserwując taką scenkę przez okno. Przecież nie może znowu tak po prostu do nich wbić i robić z siebie idiotę. Jęknął zrezygnowany, czekając na światło w Kubiakówny salonie. Tyle mu pozostało.

^^^
            Tymczasem Justyna świetnie bawiła się w towarzystwie starego znajomego. Była pozytywnie zaskoczona zachowaniem Andrzeja. Sądziła, że namolnie będzie powracać do dawnych czasów, tymczasem brunet czarował ją nienaganną postawą i opowieściami o jego podróżach. Zero aluzji, niepotrzebnych zgrzytów.
Z chęcią zaprosiła go ponownie do siebie, przypominając sobie ostatnie zamieszanie z Bartmanem. Czy on przejawiał syndrom psa ogrodnika? Dobra, zdarzyło mu się skorzystać z jej towarzystwa, ale publicznie nigdy się do niej nie przyzna. Dlaczego niby nie może się publicznie z facetem pokazać? Ból dupy zakichanego samca.
- To ja przyniosę jeszcze soku - Kubiakówna podniosła się z miejsca na kanapie.  W kuchni sama wypiła szklankę wody, a zawartość kartonu przelała do dzbanka. Odwracając się, dojrzała w progu sylwetkę mężczyzny. - Spokojnie, już wracam – uśmiechnęła się.
- Nigdzie się nie pali – odparł. - Pozwolisz. - Wyjął naczynie z dłoni dziewczyny, odstawiając je na stół. Skorzystał z okazji , by ująć wymownie jej dłoń i spojrzeć w oczy. - Jak to robisz, że zawsze wyglądasz tak fantastycznie? – mruknął.
- Hahahaha nic takiego nie zauważyłam. Bez przesady - próbowała wszystko obrócić w żart.
- Nie doceniasz się. Myślę, że mógłbym cię przekonać. 
Wzdrygnęła się na nagle skrócenie dzielącej ich odległości i silny uścisk w tali. Jej towarzysz mylnie odebrał to jako przyzwolenie na rozwój sytuacji.
- Andrzej, myślę, że na dzisiaj starczy...
- Przecież wieczór dopiero się zaczyna - towarzysz wsunął ręce pod jej bluzkę. Nic nie robił sobie z jej protestów i na siłę obsypywał ją pocałunkami.
- Proszę cię przestań. Nie dzisiaj, nie mam ochoty – chciała go odepchnąć.
- Tylko tak teraz mówisz, a zaraz będziesz wzdychać.

^^^


           Zbyszek nie dowierzał własnym oczom. Tylko na chwilę odszedł od okna, a po powrocie zobaczył migdalącą się w kuchni parę. Nie miał ochoty na to patrzeć i pewnie zaprzestałby sterczenia przy szybie, gdyby nie ewidentna szamotanina u sąsiadki oraz obronna postawa brunetki.
W kilka sekund znalazł się w przedpokoju, by ubrać buty, narzucić na siebie kurtkę, a następnie wyjść na zewnątrz w mgnieniu oka. Nie zastanawiał się ani przez chwilę. Wiedział, że Justynie dzieje się krzywda i uznał, że musi ją obronić.
Zdyszany pokonanymi schodami, nerwowo naciskał dzwonek. Chciał jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu i zapobiec katastrofie.
- Justyna, otwórz! – załomotał w drzwi siatkarz, nie mogąc opanować nerwów. Ten palant obmacywał ją tam bezkarnie. Co mogła zrobić taka delikatna dziewczyna? Dlatego właśnie potrzebowała jego, faceta przeciwko facetowi. Niewiele myśląc nacisnął klamkę, szarpiąc się z zamkiem. Stwierdził, że stać go na wymianę drzwi przyjaciołom, więc naparł na nie całym swoim ciałem.
- Zibi? – usłyszał z głębi mieszkania głos dziewczyny i czym prędzej pognał w tamtą stronę. Przed oczami stanęła mu przerażona twarz Kubiakówny, jej pomięta bluzka i ten obleśny typ dobierający się do niej.
Chwycił z zaskoczenia Andrzeja za koszulę i odciągnął do sąsiedniego pokoju. Po chwili stali ze sobą twarzą w twarz.
- Rycerzyk od siedmiu boleści. Sam masz ochotę zaliczyć i zazdrościsz?- prychnął oprawca.
- Ja nie mam sobie do zarzucenia i nigdy nie będę miał  stosunku wbrew czyjejś woli. Radziłbym ci zwijać manatki - warknął przyjmujący.
- Nie jesteś taki super, żeby każda przed tobą rozkładała nogi!
- Za to ty usilnie starasz się o opuchniętą buźkę jutro rano!                                  
Panowie doskoczyli do siebie, szarpiąc się chwilę, teraz gołym okiem widać było, że jeden tylko w gadaniu był mocny. Andrzej po ciosie w policzek i wykręceniu ręki do tyłu niebawem został wypchnięty za próg mieszkania, a na korytarz powędrowała za nim jego kurtka.
- Jusia? Gdzie jesteś? – brunet szukał lokatorki.
- Tu jestem – uchyliła drzwi łazienki.
- Przestraszyłaś mnie.  Jesteś cała? Nic ci nie zrobił?- dopytywał Bartman.
- Na szczęście prócz obślinienia i obmacania nic. Dzięki tobie. - Spojrzała na niego z wdzięcznością, uśmiechając się delikatnie. – Skąd się tu zjawiłeś?
- Nieważne. Zrobiłbym wszystko, żeby cię ochronić- wyznał szczerze. – Chodź tu.            
Justyna z chęcią wtuliła się w rozchylone ramiona siatkarza. On przytulił ja ostrożnie, całując raz po raz w czubek głowy i głaszcząc po plecach.
- Nie musisz się niczego bać, bo jeden znak i jestem obok ok.? Pamiętaj, że masz mnie –szepnął jej do ucha.
- Dobrze, mój kochany bohaterze. Zostaniesz na trochę? - Podniosła głowę do góry, wpatrując się w niego swoimi niebieskimi oczami, od których zdecydowanie mięknął. Jak mógłby jej odmówić? 

^^^

- Spokojnie chłopcy, wszystko będzie dobrze - uspokajał bliźniaków, którzy kurczowo trzymali się jego nóg.
- Mamusia będzie zdrowa?- zmartwiony Marcin był bliski płaczu.
- Jasne, że tak! A teraz usiądźcie na krzesełkach, a ja pobiegnę po lekarza.
Miał nadzieję, że przez tą krótką chwilę, nie stanie się im krzywda. Trafił na swojej drodze na pielęgniarkę, która kazała mu poczekać. Podskoczyło mu ciśnienie.
- Ona jest ledwo przytomna. Nie mogę czekać, aż umrze. Niech pani wezwie jakiegoś lekarza.
- Dobrze, już wołałam dyżurnego. Zaraz zajmiemy się pańską żoną - obiecała wściekłemu siatkarzowi, najwyraźniej bała się wybuchu złości z jego strony.

Michał nie zaprzeczył. Przez chwile w głowie brzęczały mu słowa pielęgniarki. Jego żona, aż uśmiechnął się do własnych myśli. Oczekiwanie na jakąkolwiek diagnozę ciągnęło się w nieskończoność. Tylko odrobinę mu ulżyło, gdy przekazał dziewczynę w ręce lekarzy i pielęgniarek. Z obu stron opierały się o niego bliźniaki. Zmęczenie dawało im się we znaki. Postanowił zadzwonić do przyjaciela. Nie mógł pozwolić, aby chłopcy spędzali tyle czasu w szpitalu. To nie było odpowiednie miejsce dla nich.
- Odbieraj - mruczał pod nosem, wsłuchując się w kolejne sygnały. - Pewnie bzyka jakaś laskę, ten Bartman- przeklął w myślach.
- No hej, co tam?- odebrał po dłuższej chwili.
- Ubieraj gacie na dupę i przyjedź do szpitala.
- Jezuuu, Misiek co się stało?
- Muszę zostać tu z Martą. Chciałem, żebyś zajął się chłopakami. Zabierz ich do ich łóżek.
- Już jadę, będę za 15 minut - obiecał.

Jedna rzecz mniej do zamartwiania się. Czuł się jak głowa rodziny, kiedy czuwał nad nimi wszystkimi. I niech ktoś mu spróbuje wmówić, że ojciec jest niepotrzebny. Wkrótce po tym jak lekarz zabrał Martę na badania w holu pojawił się Zbyszek.
- Jestem już - odparł lekko zdyszany. - Co z Martą?
- Jeszcze nic nie wiem, cały czas czekam i mam ochotę coś rozwalić.
- Wszystko będzie dobrze, Misiek - przytulił kumpla. - Wezmę chłopaków, coś zjemy i położę ich spać. Tym się nie martw.
- Możesz ściągnąć Justynę do pomocy, jeśli trzeba. Nie wiem, czy wróciła z Andrzejem, czy nie. Dziękuję, bo nie mam do niczego głowy.
- Niczym się nie martw. Jusia też jest bezpieczna, zadbałem o to. Będziemy u was w razie potrzeby i czekam na telefon.
- Oby z dobrymi wieściami - pożegnali się.

______________________

Jest i druga część perypetii z Andrzejem. Przewidywaliście taki finał?
Fajny ten zazdrosny Bartman ;)
Kubiak niech się wykaże odpowiedzialnością.

Lecimy dalej!

13 komentarzy:

  1. Zwariowalas po nocach takie historie mi serwujesz z punktem bez zakonczenia. Pogniewamy sie moja droga. No cóż. Pozostalo mi czekac.
    frajerskie samce. Tylko przyjemności Andrzejkom w glowie. Czekam. Z niecierpliwością :*

    OdpowiedzUsuń
  2. nie każ czekać tak długo jak teraz, 2 miesiące to za długo

    OdpowiedzUsuń
  3. I powiedzcie mi, gdzie mężczyźni mają mózg! Co za świnia z tego Andrzeja! Dobrze, że Zibi był na posterunku. Ciekawe kiedy zerwie z tą Sabinką i sam przed sobą się przyzna, że kocha Justynę. Kubiak się niech się wykaże i udowodni, że zasługuje na poznanie prawdy. Chociaż trochę to niesprawiedliwe, że nie ma pojęcia iż te rozkoszne bliźniaki to jego synowie:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dopiero co przeczytałam a już chce zstępne. Mam nadzieje ze nie bedziemy musieli tak długo czekać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Patrząc na bohaterów powiedziałabym, że Misiek "dalej głupi" xd nie chce mi się wierzyć, że Marta aż tak bardzo się zmieniła. Michał walcz o rodzinę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale z tego Andrzeja świnia! Oczywiście jego takie "fajne" zachowanie było spowodowane tym, że chciał po prostu Jusie wykorzystać! Ale jak dobrze, że Zbyszek czuwał! Nawet można mu wybaczyć to podglądanie bo jakby nie patrzeć, gdyby nie on to mogłoby inaczej skończyć! Dobrze też, że chłopcy zachowali się bardzo odpowiedzialnie i poinformowali Michała w jakim stanie jest Marta! Mam nadzieję, że to tylko paskudne przeziębienie, a nie nic poważniejszego!

    Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy będzie następny????

    OdpowiedzUsuń
  8. Siostra Winiarskiego, która nie potrafi się powstrzymać od wielu rzeczy! Bo przecież tyle pokus jest na świecie.Tyle klubów do zaliczenia, tyle dragów do wzięcia. Tylko, że jeśli coś się wyda, trafi na okładki gazet, a nie może zepsuć reputacji bratu. Ale życie jest krótkie i trzeba z niego korzystać, więc co jej szkodzi? Staje jej coś na przeszkodzie? Tak! BRAT!

    "Podchodzi do ciebie, chce cię pocałować, ale ty uchylasz głowę. Nie lubisz zbytnich pieszczot, liczy się dla ciebie tylko i wyłącznie przyjemność, kolejne przygody, nic więcej. Bez pocałunków, bez pieszczot , bez niczego. Tylko sama przyjemność.
    –Spierdalaj! -mówisz do niego. Na początku jest trochę zaskoczony, ale posłusznie wychodzi, zostawiając na łóżku kartkę z numerem telefonu. Wiesz , że nie zadzwonisz, z każdym przeżywasz tylko jedną przygodę. Wstajesz z krzesła i idziesz w stronę łóżka. Podnosisz kartkę, drzesz ją na kawałki i wyrzucasz do kosza."-Zapraszam na moje nowe opowiadanie, będzie to historia Aśki, siostry Winiara i ...............-jej wybranka! Mam nadzieję, że wejdziesz, zobaczysz, może skomentujesz...:)
    http://szczerewyznaniaa.blogspot.com/
    Buziaki :*
    K.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciągle czekam na następny! <3 A co do bloga to piszesz świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  10. "Tak, ciąża w wieku 20 lat zmieniła wszystko. Przede wszystkim sprawiła, że zostałam kompletnie sama. Rzucono mnie na głęboką wodę i jedyne co mogłam robić to starać się, żeby nie utonąć. Nie raz życie sprawiało, że zachłysnęłam się wodą. Nie potrafiłam nawet troszkę zbliżyć się do brzegu. Dołujący był fakt, że tak na prawdę nikt tam na mnie nie czekał, bo nie było nikogo komu by na mnie zależało."

    Startuje z nowym blogiem ;) To był fragment prologu. Jeśli cię zaciekawiłam zajrzyj, oceń nawet jeśli miałyby to być słowa krytyki chętnie je przyjmę ;)

    http://only-i-want-is-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy będzie cos nowego??

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy jeszcze kontynuujesz to opowiadanie???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, prosimy o jeszcze trochę cierpliwości, miałyśmy po prostu bardzo dużo spraw na głowie. Odcinek pojawi się być może jeszcze w tym tygodniu, pozdrawiamy :)

      Usuń